w moim domu
na cichych palcach
po domu skradam się
w roli skazańca
do serca przykładam gniew
palę się
palę
zatrzymuje mnie strach
nienamacalny, duszący jak gaz
godzinami modlitwa do gwiazd
ciężki gmach
wali się
wali
popadam w głąb chaosu
i ja też krzyczę
oczy mam mokre od czasu
gdy upadłam i odnalazłam ciszę
łzy słone
łzy
poczekaj aż odgonię
samotność i agonię
wśród ludzi mi bliskich
aż stracę zmysły
po domu skradam się
w roli skazańca
do serca przykładam gniew
palę się
palę
zatrzymuje mnie strach
nienamacalny, duszący jak gaz
godzinami modlitwa do gwiazd
ciężki gmach
wali się
wali
popadam w głąb chaosu
i ja też krzyczę
oczy mam mokre od czasu
gdy upadłam i odnalazłam ciszę
łzy słone
łzy
poczekaj aż odgonię
samotność i agonię
wśród ludzi mi bliskich
aż stracę zmysły
Średnia ocena: brak oceny
Dodaj komentarz Dodaj komentarz
Nawigacja: Strona główna |
Regulamin |
FAQ |
Propaganda |
Linki |
Kontakt |
Szkółka wiersza |
Forum dyskusyjne |
Wiersze z dzisiejszego dnia |
Wiersze od ostatniej wizyty |
dalacin c | Najnowsze komentarze |
Komentarze
Najnowsze wiersze
To czego nie masz
autor: MaryJanewulgarnym .
autor: OdnalezionaKolaps
autor: kabanosżycie psiakrew
autor: linka"Brak organów na sprzedaż"
autor: iwaly
Ostatnie komentarze